Wieczorne sukcesy polskich tenisistów. Filip Kolasiński i Daniel Michalski w II rundzie

Filip Kolasiński dzięki swoim dobrym występom w turniejach rozgrywanych w Polsce wywalczył sobie dziką kartę do turnieju Pekao Szczecin Open. – Podziękowania dla Krzysztofa Bobali, bo gdyby nie on, to mój ranking nie pozwoliłby mi tu zagrać – mówił po zwycięstwie z Louisem Wesselsem.

18-latek od początku wyglądał na pewnego siebie, choć po drugiej stronie siatki stał znacznie bardziej doświadczony tenisista. Tajemnica sukcesu stała po stronie dobrego przygotowania polskiego tenisisty. – Miałem trzy dni na sprawdzenie, z kim będę się mierzył i opracowanie taktyki. Obejrzałem kilka jego meczów na Youtube i zrealizowałem taktykę w jakichś 99 procentach – tłumaczył.

Na pozostałych kortach kończyły się spotkania i na trybunach pojawiało się coraz więcej kibiców. Kolasińskiemu to odpowiadało, z każdą kolejną piłką grał coraz pewniej. Wesselsowi nie sprzyjały warunki, kort po tym, jak przez kilka godzin bez przerwy padał deszcz, był mocno nasiąknięty wodą, a przez to wolniejszy.

– Jego gra jest oparta na mocnym serwisie i forhendzie. Warunki mi sprzyjały, czułem się wyśmienicie – wyjawił i dodał, że na piątek ma zabukowany bilet do San Francisco, gdzie rozpocznie studia na Stanford. – Ale z możliwością przebukowania, zawsze wierzę w siebie – podkreślił.

W tym samym czasie na korcie centralnym o awans do II rundy walczył Daniel Michalski, występujący w Pekao Szczecin Open również dzięki dzikiej karcie. Młody zawodnik był finalistą mistrzostw Polski, które odbywały się w Gliwicach.

Jego przeciwnikiem był Jewgienij Tiurniew z Rosji. Notowany na 414. miejscu w rankingu ATP zawodnik do tej pory największe sukcesy odnosił do tej pory w turniejach ITF. Miał jednak cenne doświadczenie zdobyte na światowych kortach, więc był faworytem tego starcia.

Michalski nie miał jednak zamiaru oddawać inicjatywy. Wziął sprawę w swoje ręce i przełamał Rosjanina w trzecim gemie. Utrzymywał pewnie swój serwis i w efekcie wygrał pierwszego seta do czterech.

W drugiej partii przełamał Tiurniewa już w gemie otwarcia i poszedł za ciosem, prowadził 3:0 i 5:1. Przeciwnik zaczął ryzykować, bo nie miał już nic do stracenia. W poczynania Michalskiego wkradło się trochę nerwów, popełnił dwa podwójne błędy serwisowe, ale ostatecznie zakończył mecz po tym, jak Rosjanin wyrzucił piłkę w aut.

– Mecz był ciężki. Rywal pokazywał, że chce grać, że mu zależy, bronił break pointy, ale momentami grał też średnio. Miałem jednak spotkanie pod kontrolą – mówił po meczu polski tenisista.

Michalski już trzykrotnie w karierze przeszedł I rundę turnieju rangi ATP Challenger Tour. Jego kolejnym rywalem będzie Facundo Bagnis. – Jeszcze go nie sprawdzałem, skupiałem się na spotkaniu z Rosjaninem. Na 99 procent będzie to jednak trudniejsze spotkanie, ale zrobię wszystko, żeby wygrać – zapewnił.

Prognozy na środę są optymistyczne, a plan gier jest bardzo napięty. Zostaną rozegrane w sumie 24 mecze, z czego 16 gry pojedynczej oraz 8 gry podwójnej.